Polskie wina w SPOT - 26.04.2014

W minioną sobotę mieliśmy okazję odwiedzić poznański SPOT, w którym odbyły się warsztaty na temat polskich win. Poza corocznym Konwentem Polskich Winiarzy, nieczęsto w jednym miejscu i to poza Warszawą można spotkać, jak to ujął prowadzący Tomasz Prange-Barczyński, "creme de la creme" polskiego winiarstwa. Winiarze przyjechali osobiście i poza ekstremalnie fachową prelekcją Pana Tomasza, uzupełniali panel merytorycznymi informacjami dotyczącymi własnych win, szczepów i upraw.

Jeszcze do niedawna polskie wina kojarzyły się z niską jakością, działkowymi produktami, z bardzo wysoką kwasowością, a w najlepszym wypadku z dość ekscentryczną regionalną ciekawostką. Polskim winom nie sprzyjało prawo, biurokracja i klimat, a jak już się winiarzom udało przezwyciężyć te przeszkody - pojawiła się najcięższa - zasobność polskich portfeli. Najczęstszym obecnie zarzutem przeciwko polskim winom jest dysproporcja w stosunku cena/jakość. Większość malkontentów, nawet zdających sobie sprawę z trudów wytwarzania wina w tutejszych warunkach, twierdzi że za 50 zł (średnia cena butelki polskiego wina), można zakupić świetne wino z Włoch czy Hiszpanii, a nawet z Francji.

Podczas warsztatów swoje wina przedstawili producenci 7 winnic, z różnych regionów kraju - Pałac Mierzęcin, Winnica Miłosz i Winnica Saint Vincent (Lubuskie), Winnica Adoria (Śląsk), Winnica Srebrna Góra (Małopolska) oraz z okolic Sandomierza - Winnica Płochockich i Winnica Sandomierska. Degustowaliśmy 16 win, mogliśmy porównać ze sobą 9 win białych, 4 różowe i 3 czerwone.

Wnioski:
Po pierwsze - rewelacyjnie zorganizowana impreza - chapeau bas, dla SPOT i sommeliera Kazimierza Dębickiego.
Po drugie - profesjonalna otoczka merytoryczna, zarówno prelekcja Tomasza Prange-Barczyńskiego, jak i możliwość porozmawiania z producentami podczas "after party".
Po trzecie - wina. Ocenialiśmy w systemie 0-10 (gdzie 0 to niepijalne, a 10 klasa światowa) i oceny było między 4- a 7. To pokazuje, że czołowi winiarze w Polsce prezentują równy poziom, wina są przynajmniej pijalne, a te ocenione na 6-7 dorównują jakością średniej półce europejskiej, ba, nawet nie żal wydać 50-60 zł na takie wino. Mało tego, te wina powinny znaleźć się w menu polskich restauracji, bo są smaczne i lokalne.
Po czwarte - zapał winiarzy - jest bezdyskusyjny. To już nie jest hobbystyczna uprawa winorośli, weekendowe działkowe doglądanie winnicy, tylko profesjonalne zajęcie, dbałość o każdy element (spójrzcie nawet na profesjonalizm stron internetowych), ale też walka z polską biurokracją (ewenement na skalę UE), zmiennym, często ekstremalnym klimatem, wiosennymi przymrozkami etc.

Już nie możemy się doczekać, jak polskie winnice zajmą się produkcją win musujących. Skoro Anglicy w swoim deszczowym kraju wytwarzają je świetnie, to czemu my mamy ich nie produkować.

Nie będziemy oceniać tu wszystkich win, ale z przyjemnością wymienimy naszym zdaniem najciekawsze. W kategorii win białych, naszym zdaniem zdecydowanie najlepszym winem okazał się być Riesling 2012 z Pałacu Mierzęcin. Nie odbiega jakością od dobrej jakości niemieckich czy austriackich Rieslingów. Charakterystyczne aromaty cytrusowe i jabłkowe idealnie komponują się z balansującymi na języku cukrem i kwasowością (cukru 20 g/l, kwasowości 11 g/l). W kategorii ciekawostek należy odnotować wino z Winnicy Srebrna Góra, wytworzone z odmiany Seyval Blanc, winifikowane z dodatkiem akacjowych wiórów. W charakterze zbliżone do treściwego Chardonnay, a jak dodamy do tego, że ma 14,3% alkoholu i stonowaną kwasowość, możemy się podrapać po głowie, czy to na pewno polskie białe wino. Wina białe bezapelacyjnie dominują w polskim winiarstwie, ze względu na klimat. Wszystkie prezentowane w SPOT były przynajmniej pijalne, a większość prezentowała się solidnie. Jeśli chodzi o wina różowe, to tutaj im jaśniejsze tym lepsze. Im bliżej im do białych tym lepiej. Piorunujące wrażenie zrobiło na nas wino szare (kategoria win różowych) z Winnicy Miłosz. Zweigelt Blanc de Noir 2013 - bardzo świeże, bardzo lekkie, niezwykle zrównoważone z subtelnym soczystym owocem i nienachalną kwasowością. Idealne na lato.

Polskie wina czerwone są zaskakujące. Nie udaje się w naszym klimacie sadzić Cabernet Sauvignon, Merlot, Syrah czy Malbec bo lato mamy za krótkie, ilość promieni słonecznych za mało, a przymrozki wiosenne zdarzają się nawet w maju. Niemniej udaje się z dobrym skutkiem uprawiać Pinot Noir, Zweigelt i Saint Laurent jeśli chodzi o Vitis Vinifera, ale także ciekawe i intrygujące hybrydy (lub jak to mówią Państwo Płochoccy "odmiany rezystentne") - Rondo, Regent czy Cabernet Cortis.


Podczas warsztatów najlepszymi czerwonymi winami uznaliśmy Grunberg Pinot Noir 2012 z Winnicy Miłosz, któremu niewiele brakuje do burgundzkiego poziomu, jak i wino "Rege" 2012 z Winnicy Płochockich - nasycone, ciemne, atramentowe, z mięsnymi, leśnymi akcentami, a przy tym taninowe, strukturalne i z niską kwasowością! Dla powyższych win brawa, brawa i jeszcze raz brawa.

www.winnicasrebrnagora.pl

Podczas "after party" można było porozmawiać z producentami i spróbować innych win niż te w czasie warsztatów. Niektóre bardzo ciekawe, ale jedno wino zaskoczyło nas nad wyraz - Cabernet Cortis z Winnicy Srebrna Góra. Zdecydowanie wyróżniające się równowagą i szlachetnością pośród czerwonych polskich win. Będzie dostępne już w lipcu za ok 60 zł. Już zacieramy ręce, bo przy tym winie można zdecydowanie zakrzyknąć - doskonała relacja cena/jakość. Tego Polacy oczekują od polskich win.

W zeszłym roku pisaliśmy też o Winnicy Anna de Croy pod Słupskiem, czyli najdalej na północ usytuowanej polskiej winnicy. Zapraszamy do lektury.

Pozdrawiamy
Iga & Maciej

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

 x 

Twój koszyk jest pusty