Wino Na Widelcu

Piano Maltese i święto po sycylijsku

Ciepło się zrobiło, ranek pogodny, otwieram lodówkę, a tu uśmiecha się do mnie schłodzona butelka sycylijskiego, białego Piano Maltese. Wino stworzone z miejscowych, sycylijskich odmian (Grillo i Cataratto) jest świeże, orzeźwiające i lekko migdałowe. Łyk wina i czuję się jak nad Morzem Śródziemnym.

Euforia spowodowana schłodzonym winem, przyćmiła mi odrobinę braki w pozostałej części lodówki. Zakaz handlu w święto skutecznie utrudnia wycieczkę po składniki, więc dziś testujemy tzw. "kuchnię na winie co się nawinie". Szczęśliwie makaron mam zawsze w szafce, w lodówce machają do mnie pomidory i puszka z tuńczykiem. Nie ma wyjścia - dziś gotujemy po sycylijsku!

Sherry Rare Amontillado & zupa ?

Zazwyczaj gdy łączymy wino z potrawami, jedna butelka wina to mało. Bywają jednak takie, których nawet jeden kieliszek stanowi swoistą ucztę. Sherry Rare Amontillado od Lustau użyliśmy do "De-seru" naszego pomysłu, czyli smażonego koziego sera w akompaniamencie karmelizowanych jabłek. Trochę wina zostało i zastanawialiśmy się co jeszcze do tego Sherry ugotować. Wino jest dość specyficzne, ponieważ nos nie jest tożsamy z ustami. W aromacie jest ewidentnie beczkowe, słodkie nuty przywodzą na myśl miód, kawę i mak, a smak - zupełnie wytrawny, zdecydowanie orzechowy, z zaskakującą słoną końcówką. Należy dodać, że wino jest wyraziste również alkoholowo, ponieważ jego zawartość to 18,5%.

Vinho Verde i owoce morza

Zawsze gdy mam okazję, wybieram się w moje ukochane strony - do Portugalii. To tu, poza kuchnią polską, szukam kuchennych inspiracji, a wino które uwielbiam jest w cenie wody mineralnej. Zwłaszcza moje ukochane Vinho Verde! Wino zielone zaczynało i kończyło moje dni spędzone podczas ostatniego pobytu w Portugalii na przełomie kwietnia i maja, a także było niezrównanym towarzyszem kulinarnych uniesień w tamtejszych lokalach gastronomicznych. To nie wino było dodatkiem, to dania wpasowywały się w konwencję lekkich i orzeźwiających okoliczności. Spośród wszelkich dobrodziejstw występujących na portugalskich stołach, na szczególne uznanie zasługują owoce morza. Tak samo jak Vinho Verde, mogłabym je konsumować o każdej porze dnia.

La poule au pot

Król Henryk IV, na przełomie XVI i XVII wieku wzbogacił kuchnię francuską o kilka ważnych produktów. Sprowadził kalafiora, zaczął stosować czosnek i za jego panowania status przysmaku zyskało fois gras. Jednak dla tradycji kulinarnej we Francji ważniejsza stała się kura. La poule au pot, czyli z francuskiego "kura w garnku" jest dla Francuzów czymś porównywalnym do polskiego niedzielnego rosołu i schabowego. Pod francuskie strzechy danie trafiło rzekomo po sławnej wypowiedzi króla Henryka IV, który miał powiedzieć "chciałbym żeby każdy wieśniak mojego królestwa mógł w niedzielę włożyć kurę do garnka". Popularność tego powiedzenia leży u podstaw idiomu "pouvoir mettre la poule au pot" co oznacza "mieć co wrzucić na ząb". Należy wspomnieć, że dziś nie jest to już tylko danie wieśniaków, ale często króluje w najlepszych restauracjach.

Załoga Wino Na Widelcu jak zwykle dąży do źródeł i nasza kura w garnku została przygotowana sposobem wiejskim z wykorzystaniem i towarzystwem regionalnego francuskiego wina. Młodą wiejską kurę zaopatrzyliśmy się u koleżanki, której rodzice hodują kury (dzięki Marianna). Kurę umyliśmy, natarliśmy solą i odstawiliśmy na chwilę. W międzyczasie przygotowaliśmy farsz z tartej bułki zalanej mlekiem, którą wymieszaliśmy ze zmielonymi kurzymi podrobami, posiekaną szynką, natką pietruszki, czosnkiem, dwoma żółtkami i pianą z białek. Farsz doprawiliśmy też gałką muszkatołową. Po nafaszerowaniu kury, zaszyliśmy ją.

Karp w trójniaku z czerwonym winem!

Karp w Polsce kojarzony jest najczęściej ze świętami. Którymi? Nie powiem głośno, bo dopiero śniegi zeszły i pewnie nie chcemy do tego wracać, ale... W długi majowy weekend taki świąteczny karp zrobił nam niespodziankę kulinarną! 

Wybraliśmy się z mężem na ulubione łowisko – w okolicy Kuźnicy Zbąskiej z zamiarem pomoczenia kijów, bo nadziei na wielkie łowy z dwójką dzieciaków nie mieliśmy. Latorośle zajęły się jednak liczeniem mrówek na tyle skutecznie, że udało się nam zarzucić kilka razy na poważnie i w efekcie zostaliśmy posiadaczami całkiem ładnego szczupaczka i małego, ale za to wdzięcznego karpia. Szczupak zniknął przy kolejnym posiłku i nie warto wspominać czym został popity, natomiast karp przyjechał z nami do domu. Nie godzi się mrozić takich darów natury, a smażyć na maśle nie chcieliśmy. Karp był niewielki, więc mąż postanowił podać go na trójniaku.

 x 

Twój koszyk jest pusty